... nasza Mała Królewna zrobiła swoją własną koronę :)
Czasem słoneczne i bezchmurne, czasem ciemne i ciężkie, czasem pełne gwiazd ale zawsze na wyciągnięcie ręki. Nasze małe Niebo budujemy co dnia.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zabawy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zabawy. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 3 czerwca 2012
wtorek, 19 kwietnia 2011
Czyja to pasja???
Powoli nasze mieszkanie zmienia się w ucieleśnienie snu każdego małego chłopca, dorastającego w latach osiemdziesiątych. Piętrzą się kartony, przybywa pudełek, pudełeczek i sorterów. Listonosz donosi kolejne pakunki, Tosia szaleje z radości, a jej mama zastanawia się: czyja właściwie to zabawka??? Naszym życiem zawładnęło Lego Technic. Roboty, ciężarówki, podnośniki i dźwigi stały się równoprawnymi mieszkańcami naszego domu, każdy ma swoje imię i specjalne względy. Świat mechaniki, silników, napędów i kół zębatych powoli wciąga Tosię. I choć powoli przejście przez salon bez potknięcia się czy nadepnięcia na nowy projekt, wymaga ekwilibrystycznych zdolności, to miło jest popatrzeć znad książki czy laptopa, jak tata i córka zgłębiają tajniki suwuw i tłoków budując kolejny model.
sobota, 26 marca 2011
Sezon rowerowy rozpoczęty
Obiecaliśmy Jej prawdziwy rower na urodziny ale skoro wiosna zaczęła się już, to po co czekać kolejne miesiące? Pierwsze osobiste cztery kółka Tosi trafiły do nas parę tygodni temu i stały się od razu honorowym członkiem rodziny. Tosia ma w zwyczaju personifikować swoich ulubieńców, a że Jej ulubieńcami są często pojazdy, tak rower dostaje buziaki, lody i inne smakołyki, okłady i plastry (gdy źle się czuje) i zawsze może liczyć na ciepłe słowo swojej właścicielki.
Teraz droga do przedszkola zajmuje nam minutę, ż czego 30 sekund to manewry mamy, żeby wyprowadzić rower z windy :) A potem to już z górki, z uśmiechem na twarzy i wiatrem dookoła kasku :) I ta duma wymalowana na małej buzi, gdy przypinamy rower do bramy pod przedszkolem - bezcenne :)
niedziela, 31 października 2010
Nowa sobotnia tradycja
Alternatywa dla bawialni z kolorowymi kulkami - równie kolorowo, jeszcze bardziej ekscytująco, za to ryzyko przywleczenia grypy żołądkowej znacznie mniejsze. Nowa tradycja, czyli wprowadzenie do wspinaczki, została zainaugurowana i przyjęta z entuzjazmem i oto jak Tosia z tatą spędzają sobotnie, jesienne poranki.
Trening wspinaczkowy zaplanowany był już od dawna, w odpowiedzi na intensywne wspinanie się na meble, blaty i parapety. Pierwsze wejście na salę boulderową nieco Tosię oszołomiło ale porozmawialiśmy o tym, jak to jest wybrać się gdzieś pierwszy raz, jaki towarzyszy temu niepokój i jak sobie można z nim poradzić i tak oto Nasz Wrażliwiec przełamał swoją kolejną barierę.
wtorek, 21 września 2010
Jak Tosia została Indianką
Po wiatrakach, dinozaurach, pociągach i samochodach przyszedł czas na nową fascynację: Indianie. Wystarczyło raz wsadzić dziecko do canoe, nauczyć indiańskich okrzyków i opowiedzieć kilka indiańskich historii i już mamy w domu małego Apacza. Komancza raczej ;-) Długo szukała czegoś w sypialni. Krótkie śledztwo ujawniło, że dziecko szukało paska od maminych spodni, z którego zwykle robi smycz dla pluszaka ale nie tym razem. Tego dnia pasek wystąpił w roli pióropusza. Z jednym piórkiem. Bo to bardzo młoda Indianka jest.
Rano do przedszkola zaprowadziłam Małego Królika, a spać kładłam Wojowniczkę. Dobrze kombinujesz, Maleńka!
czwartek, 26 sierpnia 2010
Antosia idzie do kina
Pewnego późnego popołudnia, gdy Antosia ucięła sobie zaskakująco długą drzemkę, (co oznaczało wydłużenie czasu aktywności wieczornej do północy), rodzice wpadli na szalony pomysł: zabierzmy Ją do kina! Temat kina pojawiał sie regularnie od jakiegoś czasu. A to któryś z bohaterów książeczki był w kinie, a to Tosia usłyszała, jak mama się z koleżankami do kina umawia. I cały czas była przekonana, że Ona też pójdzie, lada dzień, a rodzice z jednej strony nie chcieli dziecka zniechęcać, z drugiej narzekali na brak repertuaru kinowego dla trzyletnich wrażliwców (eh, przydałby się poranek z Uszatkiem...) i jakoś tak odkładali wypad do kina na bliżej nieokreśloną przyszłość. Aż do tego pamiętnego dnia. Dziecko wyspane, godzina 18, szybki przegląd kinowych repertuarów i wybraliśmy się na Toy Story 3. Zanim film na dobre się rozpoczął, rodzice już wiedzieli, że to nie był dobry pomysł, że liczba decybeli przekracza zdecydowanie górne limity wytrzymałości Antosi, że gigantyczny bobas z jednym okiem średnio wpisuje się w Jej trzyletnie poczucie estetyki, a jak już doszło do małpy... to Antosia uznała projekcję za zakończoną i zażądała natychmiastowej ewakuacji. Na sali kinowej został jeden z dorosłych członków rodziny, w celu dopowiedzenia końcówki, a tym czasem Tosia oglądała w holu reklamy filmów dla dzieci, na które się nie wybierze pewnie przez następny rok. Czekamy na prawdziwe filmy dla dzieci. Nie o klopsach spadajacych z nieba, nie o bekających trollach czy różowych misiach z totalitarnymi zapędami. Albo po prostu do kina zaczniemy chodzić jak już będzie nastolatką i doceni drugie dno Shreka ;-)
Przed seansem
W trakcie ;-)
I po
wtorek, 27 lipca 2010
Origami - sposób na sobotnie popołudnie
- Przygotować kilka kartek papieru
- Znaleźć instrukcje Origami
- Składać i zginać według instrukcji
- Gdy zamiast słonia (jak zakłada instrukcja) otrzymujemy zdeptane pudełko po butach, wyprostować kartkę i zacząć jeszcze raz
- Gdy ponownie zamiast słonia (psa, ptaszka) otrzymujemy zdeptane pudełko po butach można wyładować złą energię złorzecząc na producentów instrukcji przypisując im złe intencje zrujnowania rodzinnego popołudnia (ale tak, żeby dziecko nie słyszało!)
- Wyrzucić zdeptany karton po butach, który miał być słoniem (ptaszkiem lub pieskiem...)
- Zaczerpnąć kilka głębokich oddechów
- Wziąć nową kartkę papieru
- Zginać i składać, tym razem trzymając się wierniej instrukcji!!
- Wręczyć słonia (ptaszka, pieska... ) dziecku
- Wrócić do punktu 1. bo dziecko jest zachwycone i chce więcej
- Tym razem pominąć etapy od pkt. 4. do 6.
- Zostawić szczęśliwe dziecko pogrążone w zabawie papierowym zwierzyńcem
- Pogrążyć się w gotowaniu obiadu
- Ewentualnie w eliminacjach F1
wtorek, 20 lipca 2010
Rymy układam jak Mickiewicz Adam
Zaczęło się od prostej zabawy: co się rymuje ze słowem... , która stała się prawdziwym hitem. Tosia szybko załapała, że ze słowem mąka rymuje się np. łąka, a jak nie mogła znaleźć rymu do jakiegoś wyrazu, wymyślała nowy: garnek? - farnek! wazon? - ślazon! Potem przyszła kolej na zaawansowane rymowanie dwóch wersów; słonko świeci - mucha leci, płynie ryba - dawaj grzyba...itp.
I po paru miesiącach takiej wesołej zabawy Tosia wyrecytowała nam "poemat" własnego (!) autorstwa:
Siedzi Clifford na dywanie
I zajada Tośki danie
Chyba bardzo mu smakuje
Bo dla Tośki już brakuje
A jak się przekonała jak to działa na rodziców i, jak już Ją znudziło powtarzanie co chwilę tego samego "dzieła", to wymyśliła jego dalszą część:
Tata Tośce robi dokładkę
Może bułkę, a może sałatkę?
Ale Clifford znów jej zjada!
Bo to wielki łakomczuszek
Co ma zawsze pusty brzuszek
Spodziewamy się, że przed końcem lata będzie sypała limeryki jak z rękawa, a na Boże Narodzenie podamy do druku jakiś trzynastozgłoskowiec ;-)))
Na zdjęciu bohater poematu - pies Clifford :-) w objęciach Autorki
wtorek, 8 czerwca 2010
Przyjęcie u Kippera
Kipper to sympatyczny psiak, jeden z ulubionych bohaterów książkowych Tosi, więc gdy się dowiedziałyśmy, że w bibliotece odbędzie się przyjęcie Kippera (zorganizowane w ramach propagowania czytelnictwa wśród najmłodszych), wiedziałyśmy, że nas tam zabraknąć nie może! Oczekiwanie i przygotowania trwały w nieskończoność. Z pięć dni chyba! Dla trzylatka to wieczoność! Wreszcie nadszedł upragniony dzień i wszystko byłoby super, gdyby nie to, że wizje przyjęcia pań bibliotekarek i dzieci, które brały w nim udział, trochę się rozmijały... W wyobraźni pań bibliotekarek na przyjęciu Kippera dzieci miałyby cichutko siedzieć, brać udział w zabawach edukacyjnych, grzecznie czekając na swoją kolej, nie odzywac się nieproszone, nie rozłazić się po całej bibliotece i nie dopytywać milion razy: gdzie są balony????
Dziecięca wizja przyjęcia natomiast, zakłada mnóstwo balonów, szalone tańce, niekoniecznie według zaproponowanych przez panie kroków, a gdy powyższe nie zostaje spełnione, zostaje tylko rozłażenie się po bibliotece...
Tosia przebrana za Kippera
(patrz: uszy)
Kipper z nosem na kwintę - balonów nie będzie
Cała gromadka Kipperów, a balonów dalej nie ma...
Za to był mały poczęstunek, zawsze to jakaś rekompensata za ten brak balonów...
Pod koniec imprezy większość Kipperów odpadła. Nasz Kipper trzymał się dzielnie do końca. Czytania nigdy nie przegapia!
A po przyjęciu Kipper wybrał się na lody i już więcej się nie martwił o te balony...
wtorek, 1 czerwca 2010
Dzień Dziecka, Wieczór Dziecka, Noc Dziecka...
Zamiast nowej zabawki - basen. Zamiast cukierków - truskawki i borówki z bitą śmietaną. Zamiast pięknego, słonecznego dnia - ulewa, ale to nawet lepiej bo ukochane kalosze i wymarzona parasolka poszły w ruch.
Tosia: Mamo, wiesz, jest już czerwiec i niedługo będzie Dzień Ojca i wtedy zabierzemy tatę na basen, a potem będzie mógł ubrać swoje kalosze!
A po tych wszystkich atrakcjach, znużone swoim świętem Dziecko zapadło w niespodziewany i twardy sen... I gdy już wstało wyspane i radosne o 17... mogłyśmy zacząć wszystkie atrakcje dnia dzisiejszego od nowa... Łącznie z basenem ;-) I jeszcze dłuuuugi i aktywny wieczór przed nami. Nie ma to jak urządzić sobie wymarzone Święto!
A po tych wszystkich atrakcjach, znużone swoim świętem Dziecko zapadło w niespodziewany i twardy sen... I gdy już wstało wyspane i radosne o 17... mogłyśmy zacząć wszystkie atrakcje dnia dzisiejszego od nowa... Łącznie z basenem ;-) I jeszcze dłuuuugi i aktywny wieczór przed nami. Nie ma to jak urządzić sobie wymarzone Święto!
piątek, 9 kwietnia 2010
Matka swojej matki
- Mamusiuuu, pobawmy się. Ty będziesz Tosią, a ja Twoją mamą. – zagaduje.
- Taak? Ale córeczki chyba nie mogą nosić swoich mamuś? Jak myślisz?
- Wiesz, mooogą. Jak mamusie jeszcze nie urosły, to córeczki mogą je nosić. Możesz mnie nieść. Tosiu.
- Dobrze. Mamusiu. – Odpowiadam.
Stajemy pod wejściem do bloku. Wygrzebuję klucze z kieszeni.
- Oj, córeczko! – Odzywa się Tosia tonem upominającym. – Ostrożnie z kluczami bo będzie kłopot jak się zgubią. Podaj mi proszę klucze, ja otworzę drzwi.
Ufff, stawiam swoją Małą Mamusię na ziemi i wręczam jej pęk kluczy.
- Ale musisz mnie podsadzić – protestuje Mamusia. – Zapomniałaś, że jestem malutką mamusią?? Jak ja urosnę to podsadzę Ciebie.
Drzwi otwarte. Wchodzimy do bloku. Tosia jak zawsze pierwsza rzuca się w kierunku windy. Nagle hamuje z piskiem podeszw.
- Chcesz wcisnąć guzik? – pyta i nie czekając na odpowiedź dodaje: - Jak nie chcesz to nie szkodziii. Ja nacisnę za Ciebie!
Wchodzimy do domu. Tosia- Mamusia ściąga buty i bluzę. Patrzy na mnie jak się rozbieram i z uśmiechem komentuje: - Oo, jak ładnie sobie sama radzisz z rozbieraniem. – A mnie naprawdę robi się miło, że ktoś to wreszcie docenia, po latach!
- A kto zgadnie co robimy jak wracamy ze spaceru?? – ciągnie dalej zabawę Tosia.
- Idziemy do łazienki? – odpowiadam pytająco.
- Tak! Brawo Tosiu! – chwali mnie córeczka.
W łazience Tosia zarządza mycie rąk i oferuje swojej córeczce pomoc:
- Siądź sobie wygodnie, a ja Ci pomogę z tym myciem. Oo, taaak, namydlaaamy...
Bezwładnie poddaję się tej czynności i znajduję w tym niekłamaną przyjemność. Małe rączki namydlają moje dłonie, masują, opłukują, znowu namydlają i jeeeeszcze troszkę mydła... (Pół butelki ląduje w umywalce) Ja z błogim uśmiechem patrzę na swoją Małą Mamusię jak otacza mnie opieką, jak delikatnie się ze mną obchodzi, jak żartuje, jak objaśnia łagodnie tajniki używania ręcznika i ostrożnego schodzenia po schodach. Wybiegam myślami w jakąś kosmicznie odległą przyszłość. Widzę swoje wnuki, siebie w bujanym fotelu...
- Mamooo! – wyrywa mnie z tych rozmyślań.
- Taak?
- Mamo, weź mnie na ręce!
- Już nie jesteś moją mamą?
- Nie! Teraz jestem autobusem. A ty jak chcesz to możesz być koparką. Chcesz?
Czy chcę? No, ba!poniedziałek, 22 marca 2010
Recepta na szczęście
Błoto, kalosze, kałuże...
... duuuużo energii...
... i kompan podzielający nasze pasje!
Uwaga! Szczęście wzrasta wprost proporcjonalnie do ilości wody przelanej przez kalosze.
sobota, 6 marca 2010
Skydiving
Środa, 10 rano, wyruszamy na długo oczekiwaną wyprawę: skydiving. Docieramy na miejsce po 3 godzinach jazdy - dosłownie i w przenośni, Tosia nie przepada za ubezwłasnowolnieniem przez fotelikowe pasy. Na miejscu jednak córka udowania nam po raz kolejny, że jest supergrzeczną, otwartą na nowe doznania, terenową dziewczynką. Podbija serca naszej grupy szkoleniowej biorąc czynny udział w treningu. Do perfekcji opanowuje znaki przekazywane w powietrzu i pozycję lotu! Na swój prawdziwy lot będzie jednak musiała parę lat poczekać. Nie martw się Tosiu, szyyybko zleci!
Wygląda na to, że mamy nową wspólną pasję więc Drogi Święty Mikołaju (i Inni Darczńcy), miejcie na uwadze ;-)
piątek, 12 lutego 2010
Dubler
Może niektórzy z Was pamiętają jeszcze Małego Misia? Gwoli przypomnienia, Mały Miś to ukochana przytulanka, maskotka do spania i do tarmoszenia w awaryjnych sytuacjach. Mały Miś awansował szybko na status VIP w naszej rodzinie i często na samą myśl o tym, że mógłby zaginąć oblewaliśmy się zimnym potem... Mały Miś ulegał też znacznemu zużyciu w skutek intensywnej eksploatacji i wymagał nierzadko przepierki i innych zabiegów odświeżających i odmładzających. Mama Tosi w bardzo doległej przeszłości też miała przytulankę, którą systematycznie nadgryzał ząb czasu (a później ząb Cezara ale to zupełnie inna historia), i którą dziadek Tosi pieczołowicie łatał oraz wyposażał w nowe oczy, gdy stary zestaw z guzików "się zgubił". Ponieważ mama Tosi nie odziedziczyła tych krawieckich zdolności swojego taty, a tata Tosi może i owszem posiada takowe ale z czasem gorzej, stanęliśmy oko w oko z nielada problemem: jak przedłużyć żywot Małego Misia?? Rozwiązanie okazało się zaskakująco proste. Skoro Miś był dla nas VIPem potraktowaliśmy go jak VIPa i sprawiliśmy mu... Dublera. Dubler spisywał się idealnie. Utulał dziecko do snu, dawał w siebie wcierać kapiące łzy i resztki zupy. Bez stresu zabieraliśmy Małego Misia na spacery bo przecież mieliśmy Dublera. Często Małego Misia wysyłaliśmy na zabiegi SPA w pralce automatycznej, a w tym czasie Dubler czynił swą powinność. Czynił ją na tyle dobrze, że gdy pewnego razu Małemu Misiowi zrobiła się pod pachą dziura Tosia znalazłwszy w szufladzie Dublera uznała go za zszytego Misia i ruszyła podziękować tacie za fachową naprawę.
Ta sielanka mogła trwać wiecznie i mogliśmy dalej być nieskończenie dumni ze swej rodzicielskiej pomysłowości, tyle że z nieznanych przyczyn Mały Miś został zdegradowany. Zastąpił go pociąg, potem niebieski resorak... Mały Miś zaczął wieść nędzny żywot przekładanej z miejsca na miejsce zwykłej maskotki. Dubler wiódł równie nędzny żywot, tyle, że w innej części mieszkania i już nikt nie pamiętał który jest który. Choć jakoś instynktownie udawało im się unikać konfrontacji.
Aż pewnego poranka Tosia wywalając wszystkie zabawki z kosza (bo akurat był potrzebny, żeby zrobić z niego statek) natrafiła na Małego Misia. Przyjrzała mu się badawczo, po czym z uśmiechem popędziła do pokoju i po chwili wróciła, wołając: "Mam dwa takie same misieee!!!" Rodzice stanęli w pąsach, przerażeni, że ich fortel się wydał i dziecko nie daruje im okrutnej mistyfikacji. Jednak ton Tosi był daleki od oskarżycielskiego. Trwała przez chwilę w radosnych pląsach, powtarzając "Mam dwa takie same misie! Mam dwa takie same!!" "Noo, bliźniaki" - podrzucili przytomnie rodzice powracając do dawnej formy w rodzicielskim fantazjowaniu ku lepszej sprawie.
Odtąd Misie Bliźniaki są znowu na szczycie listy zabawkowych przebojów. Dostały nowe imiona: Kuba i Buba, na cześć bliżniaków znanych Tosi z książeczki, i co dnia przeżywają masę niezwykłych przygód. Co prawda na początku Kuba próbował się wywyższać, że nie jest już tylko dublerem, a Buba trochę się dąsała, że nie jest już zabawką nr 1 ale w końcu się jakoś dogadali. Źle nie mają. Dziś płynęli łodzią podwodną po oceanie z koca.
piątek, 5 lutego 2010
Bal Przebierańców
Przez 2 tygodnie toczyła głośne spory, głównie ze sobą samą, o to, za kogo się przebierze. Za psa, królika, za szczura, za motyla, za wróżkę, za dinozaura, za weterynarza czy za wóz strażacki?? No, za kogo?? Przez cały tydzień, codziennie rano pytała: czy już jest czwartek?? Wreszcie nadszedł upragniony czwartek i czas na ostateczną decyzję: strój kota. Oto i Kot, w całej okazałości, na swoim pierwszym Balu Przebierańców.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















