niedziela, 22 kwietnia 2012

Blisko, coraz bliżej

Odliczanie trwa. Poziom emocji zaczyna rosnąć. Przygotowania powoli ruszają z miejsca. Coraz bardziej oczywistym i realnym staje się fakt, że za około 7 tygodni dołączy do nas kolejny członek ekipy. Tosia podchodzi do tego w bardzo naturalny sposób. Lubi liczyć ile lat będzie miało nasze Młodsze Dziecko, gdy Ona będzie miała 8, 10, 15, 28 albo 42 :) Zabawki, z których wyrosła zaczęła odkładać na kupkę pt. "Dla Dzidka". Czasem się zastanawia jak sobie poradzimy, gdy Maluch będzie wrzeszczał i wrzeszczał, i wrzeszczał, i wrzeszczał ... A raz nas zapytała, co to właściwie znaczy "dzielić się rodzicami?" bo ktoś Jej w szkole powiedział, że teraz będzie musiała wszystkim się dzielić: zabawkami, a nawet rodzicami :) Mimo to, cały czas obstajemy przy wersji, że miłość się mnoży, nie dzieli. Póki co zapał w przygotowaniach Tosi nie opuszcza i w minioną sobotę na ochotnika, z megaentuzjazmem, a nawet z pieśnią na ustach :) wzięła udział w akcji odrestaurowywania wozu :)
Zobaczcie!




wtorek, 10 kwietnia 2012

Wielkanoc 2012

 Jajka malujemy w piżamach - taka tradycja :)

Baranek, co nie chciał się upiec ale mama się nie dała :)

 W pełnym napięcia oczekiwaniu na poszukiwanie czekoladowych jaj

 I z łupami :)

 To wszystko Zajączek schował dla nas w lesie!



 :)


niedziela, 1 kwietnia 2012

Tosia i Kayah




 Z babcią Krysią


 Z mamą Tosi ;)


niedziela, 25 marca 2012

Kim być?

Jedziemy miejskim autobusem. Siedzimy w milczeniiu obok siebie. Autobus kołysze i skrzypi na zakrętach. Tosia patrzy w okno ale gdy zagaduję ją o podziwiane krajobrazy nie podchwytuje tematu.
- Po prostu nie możemy teraz rozmawiać bo wymyślam w głowie nową historię. - Oznajmia gdy dalej próbuję nawiązać pogawendkę. - Musimy w końcu zacząć zapisywać te twoje historie. - proponuję.
- A dlaczego? - dziwi się Tosia.
- Niektórzy ludzie wymyślają historie i opowieści, potem je zapisują, a potem powstają z tego książki, które czytamy. Ci ludzie to pisarze. Może ty też kiedyś napiszesz książkę? - zagalopowuję się ...
- Ale ja nie chcę pisać książek! - prawie wykrzykuje Tosia.
- Nie? A dlaczego?
- Bo martwi mnie, że wtedy nie będę miała czasu być kierowcą autobusu.
- To może podczas urlopu mogłabyś znaleźć chwilę na pisanie?
- Ale ja będę miała urlop przed Bożym Narodzeniem i będę wtedy sprzedawała choinki.
- Bardzo pracowity plan.
- Tak. - odpowiada Tosia i na powrót zatapia się w rozmyślaniach.


A za ilustracje do dzisiejszego wpisu posłuży garść fot ze zlotu "wszystkiego co zdalnie sterowane" :)












niedziela, 4 marca 2012

Ciąża pierwsza vs. Ciąża druga

Wraz z początkiem wiosny ropoczynamy trzeci trymestr czekania na Młodsze Dziecko. Druga ciąża przypomina film oglądany w przyspieszonym podglądzie. Od zrobienia testu, wielki sus przez poranne mdłości, żabim skokiem w ciążowe jeansy, gdzieś przy okazji wpadając do gabinetu lekarskiego na połówkowe USG ... I za tym drugim razem, oprócz wzruszenia na widok fikającego i machającego rączkami malucha, są też ukradkowe spojrzenia na zegarek, czy aby na pewno lekarz się wyrobi z badaniem i zdążę odebrać starsze dziecko na czas ... W pierwszej ciąży jest więcej czasu na ... bycie w ciąży. Na celebrowanie rosnącego brzucha, na namaszczanie się balsamami dla kobiet w ciąży, na szperanie na ciążowych forach internetowych i leniwe przeglądanie magazynów dla przyszłych rodziców, na basen i pilates, na wyobrażanie sobie jak to będzie i jak nie będzie. W pierwszej ciąży kobieta cała jest ciążą. Cała jest rosnącym brzuchem, a brzuch jest nią ... W drugiej ciąży jest się trochę "przy okazji". Między szybkim prysznicem, odprowadzeniem dziecka do szkoły, biegiem do pracy, między dziwnie kurczącym się czasem i nieoczekiwanie zwalniającym krokiem i co raz cięższym brzuchem. Robi się cieplej, w samą porę, bo zimowy płaszcz nagle przestał się dopinać. Co z nim?? Zbiegł się?? ... Aha, bo ja w ciązy przecież jestem!
A wieczorami gdy czytam starszemu dziecku na dobranoc, leżymy przytulone na łóżku, w wielkim brzuchu czuję akrobacje i rewolucje młodszego malucha. Kopniaki, poszturchiwania i salta, w rytmie czytanej bajki, w rytmie zasypiania starszej siostry, sprawiają, że nagle ze zdwojoną siłą dociera do mnie fakt, że jestem mamą dwójki dzieci, i, że to młodsze trenuje mozolnie do mistrzostwa w odbieraniu sobie należnej uwagi. Zostały 3 miesiące treningu. 3 z kawałkiem :)


Il. E. Wasiuczyńska, Źródło: Świerszczyk nr 2. 2012

sobota, 25 lutego 2012

Mama się leni ale córka wcale nie!

Wygląda na to, że nasz blog zapadł w sen zimowy. Choć w głowach plączą się niezapisane historie, a na kartach aparatu i telefonu tłoczą się zaległe zdjęcia, to na blogu zapadła nieusprawiedliwiona cisza. Jednak mimo, że rodzicom brakuje weny, to Tosia na brak kreatywności nie narzeka i nie szuka usprawiedliwienia w kiepskiej aurze i braku słońca. Codziennie w drzwiach swojej klasy wita mamę, dzierżąc sterty rysunków, wyklejanek, projektów, rzeźb, w rękach, pod pachami i w teczce. Czasem nawet jeszcze jakieś dzieło w zębach taszczy :) Żeby miesiąc luty nie zapisał się na naszym blogu głuchą ciszą, to wrzucamy prezentację kilku dzieł Antosi :) A z każdym kolejnym, co raz cieplejszym i co raz bardziej wiosennym dniem, rodzice Tosi mają nadzieję na odzyskanie blogowej formy :)


Po długiej fazie rysowania i malowania psów, psów i jeszcze raz psów, nastała faza księżniczek. Psy nie poszły całkiem w odstawkę. Ta powyżej, w prawym górnym rogu ma psa na smyczy :)

Roszpunka i jej kameleon - z nowej wersji bajki Disneya

Zafascynowana spektaklem teatralnym Tosia została fanką Kopciuszka

Oprócz księżniczek, Tosię interesuje ekologia! W encyklopedii dla dzieci wyczytała o katastrofach ekologicznych. Powyżej Syrenka ututłana w plamie ropy ...


Psy cały czas na topie. Tak, to są psy :)

Mamy nawet Klub Miłośników Jamników :) Cały czas trwają zapisy!



Autoportret

I autograf autorki

Któregoś dnia w szkole dzieci miały za zadanie narysować siebie w dwóch wersjach: prawdziwej i nieprawdziwej. Pod spodem obie. Zgadnijcie która jest która? :)


I na koniec coś, co bardzo nas rozczula: Tosia jako dzidzia i Tosia dziś.

niedziela, 22 stycznia 2012

Bardzo spóźniony, krótki filmik jasełkowy

Nasz anioł to ten przejęty swoją aureolą bardziej niż występem :)



poniedziałek, 19 grudnia 2011

Łyżwy

Listopadowy wieczór. Kręcimy się po mieście w poszukiwaniu pierwszych świątecznych podarunków. Wszędzie jest jasno i gwarno. Świąteczny jarmark właśnie zaiaugurował swoją działalność, roztaczając wokół zapach grzanego wina i pieczonych kiełbasek, które w tym roku wyjątkowo przyprawiają mamę Tosi o zawroty głowy i bardzo nieświąteczne nastroje ... Nagle, wśród zgiełku i gwaru, w miejscu gdzie spodziewałyśmy się skweru z fontannami, wyrasta przed nami ... lodowisko! Tosia wpada w zachwyt, jest przekonana, że lodowisko z kolorowymi światłami wokół, z muzyką sączącą się z głośników powstało tam specjalnie po to, żeby wreszcie mogła spróbować jazdy na łyżwach. Mama otumaniona zapachem wina i kiełbasy nie ma siły oponować ani negocjować więc kupuje bilet, wypożycza łyżwy rozmiar 9 i powierza dziecko czujnej opiece (hmm, tak się przynajmniej zdawało ...) pani z obsługi lodowiska. Sama ciężko opada na ławkę, wspominając swoje traumatyczne przeżycia związane z pierwszym i ostatnim spotkaniem z lodowiskiem, zmarznięty nos i posiniaczony tyłek, a może na odwrót, tyle lat temu to było, że ...
I nagle, z tych rozmyślan, półprzytomną matkę wyrywa widok mrożący krew w żyłach: pani z obsługi lodowiska jedzie sama! A gdzie nasze dziecko??? Mama robi szybki przegląd leżących na tafli lodowiska ale czapki z pomponem wśród nich brak. Czapka z pomponem sunie za to 2 metry za panią z obsługi, spod czapki widać parę lśniacych oczu i wyszczerzony w uśmiechu rząd mleczaków.
Tosia jedzie na łyżwach, sama, bez niczyjej pomocy!
- Mama! Chodź! Koniecznie musisz się ze mną przejechać!!!
- Woła Tosia i wymachuje radośnie ręką.
Mama znów ma wizję siebie przyklejonej do barierki i rechoczących chłopaków z III c i jakoś nie ma ochoty na powtórkę tej traumy więc wykręca się złym samopoczuciem, potem mamrocząc niewyraźnie jednak się przyznaje, że na łyżwach, to ona tak średnio sobie radzi i w sumie to nigdy nie jeździła ... (Bo przymarznięcie do barierki i zdarcie tyłka to chyba jednak nie jazda, nie? ) Ale Tosia nie daje za wygraną!
- Mama! Odwagi! Jestem tu i będę Ci pomagać! Spróbuj!
I to jest właśnie jeden z tych momentów, kiedy człowiek musi zmierzyć się ze swoją wychowawczą filozofią i chociaż ma ochotę skapitulować i uciec, to jednak w obliczu małej dziewczynki i tego, że zawsze się jej powtarza, że trzeba walczyć, próbować i nie poddawać się łatwo, trzeba wyzwanie podjąć i pokazać, że w praktyce jest się tak samo mocnym, jak w teorii.
Mama chwyta więc za łyżwy i pocieszając się, że przynajmniej chłopaki z IIIc tym razem jej nie wyśmieją wchodzi na lód. I wiecie co?? Wcale się nie wywala! Tosia dotrzymuje obietnicy i zaraz podsuwa mamie asekuracyjnego pingwinka, który został przewidziany dla najmłodszych więc kończy się gdzieś na wysokości ud dorosłego człowieka. Mama Tosi, zgięta w pół, przytrzymując się pingwinka (a, lepsze to niż sterczenie przy barierce ...) stawia swoje pierwsze po latach kroki na lodzie. W końcu, patrząc na córkę próbującą piruetów z wyskoku i dzielnie podnoszącą się z każdego upadku, pada odważna decyzja o porzuceniu pingwinka i mama wreszcie jedzie!
- Dobra, mama! Teraz ci pokażę jak się jedzie tyłem!
- Woła radośnie Tosia ale mama proponuje zwolnienie tempa i sunie przed siebie, nawet jej się zdaje, że czuje coś jakby wiatr we włosach. I kolejny raz jest badzo wdzięczna swojej czteroletniej nauczycielce, za kolejną mądrą lekcję wiary i entuzjazmu.



sobota, 17 grudnia 2011

Zaległości nadrobione

W wirze przedświątecznych przygotowań udało się nadrobić nieco blogowych zaległości, jeżeli w ogóle 2 miesiące z życia bloga jakoś nadrobić się da :) Zapraszamy do poczytania pod spodem i obiecujemy poprawę ;)

niedziela, 11 grudnia 2011

W oczekiwaniu na ...

Idą Święta. Jerst grudzień. Jest adwent. Można spokojnie poddać się świątecznej atmosferze i przestać odwracać zniesmaczoną minę o Mikołajów i bombek, wszechobecnych już od października. Można powiesić kalendarz adwentowy, objadać się pierniczkami, zapalić cynamonową świecę i skubać skórki cytrusów. Można uroczyście i radośnie czekać na Dzieciątko Jezus. I na Drugie Dzieciątko, które dołączy do nas dopiero w czerwcu ale już dziś z miłością odliczamy czas do tego spotkania. Poodliczacie z nami? :)


sobota, 10 grudnia 2011

Wieści z frontu szkolnego

Drugi semestr szkolny dobiega końca, czas więc na małe podsumowanie Tosinej kariery szkolnej. Szkoła przypadła Tosi do gustu. Chodzi z ochotą. Pakuje z ochotą torbę na książki ale ... Jednak tęskni za Hugiem i za przedszkolnym klimatem. Może brak jej luzu, na pewno brak jej indywidualnego kontaktu z wychowawcą (w klasie jest 3 razy więcej dzieci niż w grupie przedszkolnej), z całą pewnością długi dzień spędzony w szkole potrafi doprowadzić czterolatka na skraj wyczerpania. Ale jakoś dajemy radę. Tosia przynosi do czytania co raz dłuższe lektury szkolne i co raz bardziej zapisane kartki, listy, laurki i notatki. Co raz starszych ma znajomych - na ostatniej dyskotece szkolnej poznaliśmy Łukasza z klasy 3. - hmmm ... I co raz bardziej naturalne staje się dla nas to, że czterolatek może być już uczniem.

Dni tygodnia


I Dyplom Tosi za wspaniałe postępy w czytaniu i pisaniu, z podkreśleniem, że nie zapomina dziewczyna o języku ojczystym :)

I krótka historia obgryzionego rogu dyplomu:
Godzina 2.45 - rozpoczęcie apelu.
Godzina 2.48 - Tosia odbiera nagrodę za postępy w pisaniu i czytaniu i zajmuje zaszczytne miejsce na podium, gdzie mają do niej dołączać inni nagrodzeni uczniowie.
Godz. 2.50 - Pan Dyrektor wręcza nagrody uczniom z klasy 1., Tosia dzielnie stoi z dyplomem w rękach.
Godz. 2.53 - Pan Dyrektor wręcza nagrody uczniom z klasy 2., Tosia skacze z dyplomem na jednej nodze.
Godz. 2.55 - Pan Dyrektor wręcza nagrody uczniom kl. 3. - Tosia podrzuca dyplom do góry i próbuje go złapać z półobrotu ...
Godz. 2.58 - Pan Dyrektor kontynuuje wręczanie nagród, Tosia odtańcza taniec radości, wywijając dyplomem nad głową ...
Godz. 3.00 - Pan Dyrektor wręcza nagrody za frekwencję, Tosia z dyplomem w zębach próbuje stanąć na głowie ...
Godz. 3.03 - Pan Dyrektor życzy wszystkim miłego weekendu, kawałek dyplomu odpada ... Tosia zaczyna płakać, Pani Wychowawczyni próbuje Tosię pocieszyć, Tosia odszukuje wzrokiem w tłumie rodziców mamę i pokazuje z daleka obgryziony dyplom. Mama jest dumna i szczęśliwa. Ale zachodzi w głowę: jakim cudem ta mała, żywa istota, napakowana energią do granic możliwości, zdołała nauczyć się czytać i to w 2 językach???


czwartek, 1 grudnia 2011

Zdjęcia, których nie zrobiliśy

Koniec października - początek listopada, to w Anglii czas jesiennych ferii szkolnych. Korzystając z wolnych dni, żeńska część naszej familii ruszyła w podróż do dawno nieodwiedzanej Ojczyzny. W drodze na lotnisko ktoś nieśmiało zapytał, czy zapakowano aparat fotograficzny. Zapadło krępujące milczenie ... Dlatego właśnie z krótkiej wizyty w Polsce zdjęć nie będzie.
Przez cały pobyt mama Tosi próbowała zatrzymać pod powiekami obrazy, których nie uwiecznił aparat:
  • Tosia ze starszym kuzynostwem, z którego jest bardzo dumna;
  •  
  • Tosia w odwiedzinach u dziadka w pracy, wydeptująca dokładnie te same ścieżki, po których kiedyś hasała jej mama;
  •  
  • Tosia z chrzestnymi, których rzadko widuje ale po szkolnej wycieczce do kościoła gdzie ksiądz specjalnie dla dzieci zainscenizował ceremonię chrztu, zdaje sobie sprawę z ich szacownej rangi;
  •  
  • Tosia z Prababcią, piękny obraz. Międzypokoleniowa nić porozumienia i hodowla niebieskich jamników pod babcinym stołem i tak nie dałyby się uwiecznić na fotografii, a jednak szkoda ...
  •  
  • Spacer z babcią i dziadkiem po plaży i jesienny Bałtyk, w trudnym do opisania kolorze;
  •  
  • Tosia z Ignasiem, który skradł jej serce i zyskał miano Prawdziwego Przyjaciela. Ale to chyba naturalne po tym, jak się bawili w dinozaurze małżeństwo, któremu z jaja wykluł się ... pies.
  •  
  • Tosia na trzepaku, który stał się obiektem wielkiego zainteresowania po tym, jak podczas lektury serii "Poczytaj mi, mamo" Tosia natrafiła na to przedziwne słowo. Z otwartą buzią słuchała opowieści o żelaznym ustrojstwie do trzepania dywanów. A już na wieści o tym, że na trzepaku można było wisieć głową w dół, fikać koziołki i grać w "Raz, dwa, trzy - Baba Jaga patrzy", jej oczy zapłonęły z zachwytu i zaproponowała wstawienie trzepaka do swojego pokoju. W Polsce miała okazję powisieć na trzepaku głową w dół i przekonać się, że do pokoju wstawić się go nie da.
I na koniec Tosia na szkolnej wycieczce, na zdjęciu, które zrobiła sobie sama:

I Tosia na placu zabaw, w Bristolu, bez trzepaka pod ręką ale da się wytrzymać:


     
     

sobota, 8 października 2011

Październikowy biwak

Za oknem jesienna szaruga. Deszcz bębni w szyby, wiatr szarpie i wygina drzewa. Aż trudno uwierzyć, że ledwie tydzień temu wygrzewaliśmy się w słońcu i kąpaliśmy się w rzece Wye. Teraz w pochmurne wietrzne dni wystarczy zamknąć oczy i znów jest upalne popołudnie nad rzeką, słychać plusk zanurzanych w wodzie wioseł, potem kolacja przy ognisku i zamiast wieczornego czytania, wypatrywanie gwiazd wśród koron drzew.