wtorek, 31 marca 2009

Niespodzianka

Bardzo lubię niespodzianki! Niespodzianka jest wtedy, jak tata wcześniej wraca z pracy albo jak jedziemy wszyscy razem na wycieczkę i spotykamy kogoś albo coś fajngo. Ja też umiem robić niespodzianki. Czasem na przykład umiem przespać całą noc, do rana. Nie mogę robić tego za często bo to już nie byłaby niespodzianka. Niedawno razem z mamą zrobiłam wielką niespodziankę babci i dziadkowi i Uli i Mirkowi. Nic im wcześniej nie mówiąc wsiadłyśmy do samolotu i poleciałyśmy do Polski. Mówię Wam, jak się wszyscy cieszyli! Na mnie też czekało w Polsce dużo niespodzianek. Padał tam śnieg, a przecież mama mówiła, że już jest wiosna! W dodatku okazało się, że dziadek i babcia lubią zabawki tak samo jak ja bo mają ich równie dużo. Razem z babcią i dziadkiem, ciociami, wujkami, Ulą i Mirkiem bawiliśmy się, chodziliśmy na spacery, raz byłam nawet nad morzem. Nazbierałam tam dla taty dużo kamieni, żeby też miał niespodziankę. Niespodzianki są najlepsze na świecie!











wtorek, 10 marca 2009

Gosia





"Prosiaczek wspiął się na paluszkach i szepnął: - Puchatku! - Co, Prosiaczku? - Nic - rzekł Prosiaczek, biorąc Puchatka za łapkę - chciałem się tylko upewnić, czy jesteś."

A. A. Milne, Kubuś Puchatek


wtorek, 24 lutego 2009

Co powie Tosia? II

Antosia wychodzi zapłakana i obrażona z gabinetu lekarskiego (patykiem w gardle grzebali, dramat!). Mama pyta polubownie, czy powie dowidzenia pani doktor? Antosia na to stanowcze: "NIE! Klawiaturce za to powiem." I zwraca sie z czułością do sprzętu pani doktor: "Pa pa klawiaturko”.



Mama przy stole usiadła na krześle, gdzie zwykle siada tata. Antosia spogląda z dezaprobatą i mowi: "Myślałam, że to taty krzesło".



Tosia prosi tatę o naprawienie zepsutego kółka w ukochanej koparce. Tata tłumaczy, że kółka już nie da się naprawić (105 razy było klejone i raz spawane... ) Tosia do koparki:
- No trudno, tak teraz będziesz wędrować.


Na zakończenie nowa wersja popularnego przeboju dla dzieci o farmerze i jego ... zwierzątkach?
"Stary Donald farmę miał ija ija jo, a na tej farmie Anioła miał ija ija jo... Anioł fru fru tu, fru fru tam, wszędzie fru fru fru fru... " Słowa: Antonina Krzysiek, melodia (a raczej jej brak) też Antonina.







CDN :)

czwartek, 19 lutego 2009

Tłusty Czwartek

Z okazji naszego Święta Narodowego ;) zostało podjęte rodzinne wyzwanie: hurtowy wyrób faworków. Hurtowy okazał się dopiero w trakcie smażenia. No cóż, kilogram mąki powinien wzbudzić jakieś podejrzenia... Ale nie zmarnują się! Wyszły pyszne!
Mąka, 8-10 żółtek, trochę gęstej kwaśnej śmietany, kieliszek spirytusu. Wszystko zagnieść i dobrze wyrobić, tłuc wałkiem by powstały pęcherzyki powietrza. Owinąć w folię schłodzić w zamrażalniku. Potem wałkować na cienkie płaty, wycinać faworki i buch na gorący tłuszcz. Posypywać cukrem pudrem połączonym z cukrem waniliowym* i ... zajadać, zajadać, zajadać :)
Smacznego!!

Pół godziny spędzili w kuchni**, w ogóle się mną nie zajmowali! Sprawdźmy o co tyle zamieszania?

Ostrożności nigdy za wiele!


Hej! Dooobreee!!

Śmiało Misiu! Częstuj się!




* Przepis zawdzięczam internetowej koleżance - Ali
** W rzeczywistości wszystko trwało znacznie dłużej niż
pół godziny ale główna część procesu wytwarzania
faworków miała miejsce podczas gdy Antosia była
pogrążona w słodkim śnie

niedziela, 15 lutego 2009

Jak zdobywano Dziki Zachód?

Prawdopodobnie tak...

Bardzo możliwe, że tak...
I tak też...



Zdobyty!! Yahooo!!

wtorek, 3 lutego 2009

Zima nasza

Wreszcie jest! Wyczekany, wymarzony, wytęskniony... Przez nas nie widziany od paru lat, przez Tosię nigdy w życiu - ŚNIEG! Najpierw zaczęło się niewinnie, ledwie przypruszyło. Rano rozsypałam w kuchni mąkę i Tosia po zerknięciu przez okno zawołała, że na ulice mama też nasypała i wysyłała mnie z miotłą na dwór. Potem się rozkręciło i wątpliwości zostały rozwiane: śnieg, taki jak w książeczce o bałwanku! Nie zasypało nas tak obficie jak resztę kraju więc mieliśmy więcej powodów do radości niż liczenia strat.

Doszło więc do pierwszego, historycznego, rodzinnego spaceru po śniegu! Starszyzna jak zwykle emocjonowała się bardziej niż dziecko. Tosia zachowała zdrowy dystans do sytuacji: białe, zimne, czym tu się ekscytować? Pociąg, ptaszek, piesek! To są dopiero atrakcje!


Trochę zaangażowania udało się wykrzesać z Antosi przy budowaniu bałwana. Jednak do zapału konstruktorskiego tatusia było jej daleko!



W końcu bałwan stanął triumfalnie po środku Victoria Park. Radości przysporzył nie tylko nam. Stał się nielada atrakcją wśród spacerowiczów, którzy ochoczo go fotografowali, a nawet pozowali z nim do zdjęć. Nasze profesjonalne podejście do sprawy bałwana, przejawiające się zakupem marchewki w drodze do parku, również zostało docenione!


Po ciężkiej pracy na mrozie czas na zasłużony posiłek regenerujący: polska kiełbaska :)


Jeszcze tylko przejażdżka sankami i można pożegnać zimę. Całe szczęście, że zdążyliśmy rodzinnie zaliczyć sporty zimowe bo po paru godzinach śnieg był już tylko wspomnieniem. Teraz nasz bałwan pewnie stoi samotnie pośród zielonych traw i chudszy o parę kilo wypatruje wiosny. Jak my!

sobota, 31 stycznia 2009

Stanton Drew

Na początku zapowiadało się niewinnie. Ot, pole i trochę owiec...
Ale potem pojawiły się wyzwania... Samej nie było łatwo...


Już miałam się poddać!
Na szczęście tata pojawił się w krytycznym momencie!

Razem zawsze raźniej!


Można zastosować bardziej zaawansowane techniki wspinaczki...


A potem we dwójkę świętować zwycięstwo!


W końcu prawdziwy sukces to taki, który z kimś dzielimy!


Pamiętajcie o tym!




Buziaki dla Wszystkich :)

sobota, 10 stycznia 2009

Przyjaciele

MAŁY MIŚ jest moim najlepszym przyjacielem. Zawsze z nim zasypiam i zabieram go ze sobą gdy podróżuję z mamą i tatą. Czasem w nocy biedny Miś gubi się w łóżeczku i wtedy muszę zawołać mamę żeby pomogła mi go znaleźć. Wiem, że beze mnie by nie zasnął i dlatego to robię. Misiu lubi jak go przytulam i jak mu daję jeść. Lubi tez skakać ze mną po łóżeczku.


DUŻY MIŚ czekał na mnie w Polsce w domku Babci, Dziadka i Cezara. Tak bardzo się polubiliśmy, że pojechał z nami do Bristolu, choć mama nie była przekonana jak celnicy odbiorą parę kilo nadbagażu składającego się z pluszowych zabawek. Na szczęście celnicy bardziej zainteresowali się scyzorykiem taty niż Dużym Misiem i teraz Miś mieszka w moim łóżeczku. Duży Miś jest łakomczuchem jak Mały Miś. Lubi chodzić ze mną na spacery, ma nawet swój mały wózeczek, w którym go wożę.


KROKO – przyjechał do mnie z Polski razem z Wujeczkiem. Jest bardzo śmieszny i mięciutki. Codziennie rano jak wstaję, czeka na mnie w pokoju na dole i od razu chce się ze mną bawić. Mama mówi, że po całej nocy bardzo jest za mną stęskniony więc się nim zajmuję, a mama w tym czasie robi śniadanie. Wiem, że powinnam jej trochę pomóc w kuchni ale jednak szkoda mi tego Kroko. No przecież go nie zostawię samego znowu, prawda?


KONIK – mama i tata mówią, że konik jest prezentem od nich ale chyba trochę im się pomyliło. Konika przyniósł mi Pan Listonosz, którego kiedyś się bałam ale teraz uważam, że jest bardzo fajny. Konik był zapakowany w wielkie pudło i najpierw zgadywałyśmy z mamą co to może być. Potem mama pomogła mi rozpakować prezent od Pana Listonosza i tak zobaczyłam pierwszy raz mojego przyjaciela Konika. Od tamtej pory uwielbiam na nim jeździć i opowiadać mamie gdzie jadę. Mama chyba też to uwielbia bo cały czas zadaje mi to pytanie, a ja cały czas muszę wymyślać jakieś inne odpowiedzi, żeby to się nie stało nudne.


PIESECZEK – pieseczka też przyniósł Pan Litonosz ale pieseczek jest od babci i dziadka z Polski. Poznałam to po obrazkach na kopercie jakie zawsze rysuje dla mnie Dziadek. Pieseczek jest taki malutki, że mogę go schować w zaciśniętej dłoni i rodzice muszą bardzo uważać, żebym go nie zgubiła. Najbardziej lubię się bawić z pieseczkiem i tatą w „czmary spokus” – czy jakoś tak. Tata wtedy robi magiczne sztuczki i sprawia, że piesek znika, a ja go znajduję i bardzo głośno się z tego śmieję.

KSIĄŻECZKI – bardzo lubię moje książeczki. Mam ich strasznie dużo i mogłabym je czytać całymi dniami. Najbardziej podoba mi się to, że jak czytam z mamą i tatą to jesteśmy tacy przytuleni. Mama z tatą też lubią czytać i wiele dowiadują się z moich ksiażeczek. Cały czas pytają się co jest na obrazkach albo gdzie są jakieś zwierzątka, a ja to wszystko chętnie im tłumaczę. Mama mówi, że książeczki to moi najwięksi przyjaciele. Nie za bardzo to rozumiem bo chyba Konik jest największy ze wszystkich moich zabawek? Ale może zrozumiem to niedługo? Niektóre sprawy, o których mama mi mówi, stają się jasne dopiero po jakimś czasie. Wasze mamy tez tak mają??

wtorek, 30 grudnia 2008

Co powie Tosia?


Chyba już czas ogłosić wszem i wobec, ze dołączyliśmy do grona szczęśliwych rodziców rozgadanych dzieci. Właściwie nasza rozmowa z Antosią trwała nieprzerwanie, odkąd pierwszy raz nam się pokazała na ekranie USG. Zmieniały się tylko formy jej odpowiedzi, z pierwotnego postukiwania w mamine powłoki brzuszne, poprzez a-gu-gu, aż do przeuroczego: kocham cię. Tosia uwielbia opowiadac o tym co dzieje się dokoła niej, uwielbia zadawać pytania i sama sobie na nie odpowiadac, gdy rodzice nie potrafią sprostać jej ciekawosci. Niniejszym otwieramy na naszym blogu nowy cykl z wypowiedziami naszej córeczki. Mamy nadzieję, że przysporzą Wam one mnóstwo powodów do uśmiechu w mroźne zimowe dni i nie tylko.



Jesteśmy w kościele. Na ścianie wisi portret Faustyny. Tosia pyta "Cio to?" Tata odpowiada szeptem: "Zakonnica". Tosia dalej drąży temat: "A co ma?" Pokazuje na głowę Faustyny. Akurat cisza jak makiem zasiał, próbujemy zabawić dziecko książeczką ale mała nie daje za wygraną i sama sobie odpowiada: "Kapelusz ma zakonnica". Mama na to szeptem do jej ucha: "To nie kapelusz tylko welon" A Tosia na to: "Coo?? Wielbłąd?? Wielbłąda ma?? Gdzie??"


Antosia siedzi w wannie i "myje" nogi. Polewa konewką jedną nogę i mówi: "Jeeedna noga" Polewa drugą i mówi "Djuuuuga noga". Polewa znowu tą pierwsza i mowi "I tseecia noga".

Wracamy biegiem ze spaceru bo goni nas deszcz. Tata pcha wozek, Antosia odwraca się do niego i krzyczy "Gazu, gazu Kubico!"



Nasze dziecko ma wyjątkowo niepoprawne politycznie skojarzenia. Siedzi sobie rano w toalecie na nocniku i pyta: - A Tosia jaki ma nocnik? - Niebieski – odpowiadam. - A mama jaki ma? - i pokazuje na sedes. - Biały - mówię. Tosia powtarza - Biały. I po chwili refleksji dodaje z dumą: - Jak orzeł biały.



I na koniec coś ze Świątecznej Beczki:
Tosia ogląda Szopkę Bożonarodzeniową w kościele i po kolei wita:

- "Cześć koniu" - to do osiołka.

- "Cześć wiatraku" - to do Gwiazdy Betlejemskiej.

- "Cześć pieniążki" - to do koszyczka na ofiarę.

- "Cześć ... Jezusku" - to na szczęście do Dzieciątka Jezus.



CDN :)