Czasem słoneczne i bezchmurne, czasem ciemne i ciężkie, czasem pełne gwiazd ale zawsze na wyciągnięcie ręki. Nasze małe Niebo budujemy co dnia.
niedziela, 7 czerwca 2009
Snuff Mill - Reaktywacja
Zaczęło się tradycyjne tropikalne angielskie lato ;) Pora więc odkurzyć okulary i kapelusze przeciwsłoneczne i ruszyć dawno wydeptanymi ścieżkami. Z przyjemnością wracamy do naszej ulubionej bazy piknikowej: Snuff Mill Park
Taką dużą córkę już niełatwo przeskoczyć. Równie trudno nakłonić ją do patrzenia w obiektyw w obliczu takich atrakcji jak nisko przelatujący tatuś.
sobota, 6 czerwca 2009
Dobranocki Antoninki
Była sobie raz Mała Dziewczynka, która nie lubiła zasypiać, dlatego mama musiała wymyślać dla niej różne bajki, żeby zasypianie nie było takie straszne:
Trzy Pociągi
Były sobie raz trzy pociągi. Bardzo malutki Niebieski Pociąg, duży Srebrny Pociąg i Ogromny Zielony pociąg. Trzy kolorowe pociągi bardzo się lubiły i dlatego zawsze podróżowały w tych samych kierunkach. Bardzo lubiły jeździć po całym świecie. Czasem jeździły po Anglii, czasem po Polsce, a czasem po Portugalii ale najbardziej lubiły jeździć do pięknego miasta nad rzeką, które nazywało się Bristol. W tym mieście mieszkała Dziewczynka, która bardzo lubiła pociągi. Codziennie wspinała się po kanapie na parapet, żeby lepiej widzieć przejeżdżające nieopodal wagoniki i lokomotywy. Mały Niebieski pociąg, duży Srebrny pociąg i ogromny Zielony pociąg bardzo lubiły tę Dziewczynkę i zawsze gdy przejeżdżały nieopodal wpatrywały się w okienka jej domu, żeby sprawdzić, czy już na nie czeka. "Uuhuu, Uuuhuu" - wołały kolorowe pociągi na powitanie Dziewczynki, a ona machała im ręką.

Pewnego dnia pociągi na próżno gwizdały przejeżdzając pod oknami Dziewczynki. Tego dnia nie pokazała się w oknie. Pociągi bardzo się zmartwiły, a najbardziej mały Niebieski, który specjalnie nauczył się bardzo głośno gwizdać tego dnia. "Nie martw się" - powiedział dyży Srebrny pociąg. "Znajdziemy naszą Dziewczynkę" - dodał ogromny Zielony. Ciuch - ciuch! Ciuch - ciuch! Pociągi ruszyły w drogę. Jechały bardzo szybko i uważnie się rozglądały. Tory wiły się wokół miasta. Pociągi mijały dźwigi i koparki na placu budowy. "Ciuch - ciuch! Nie widzieliście naszej Małej Dziewczynki?" - pytały. Dźwigi odpowiadały przecząco bo, choć czasem Dziewczynka odwiedzała je ze swoim tatą, to tego dnia jej nie widziały. Pociągi szukały dalej. Przejeżdżały przez tunele i mosty, rozglądały się dookoła ale nigdzie nie było widać Dziewczynki. Pociągi były już bardzo zmęczone tymi poszukiwaniami. Mały pociąg był już głodny i bolały go kółka ale nie chciał wracać do domu bo tęsknił za swoją Dziewczynką. Wtedy koło pociągów zatrzymał się Wóz Strażacki. "Dlaczego jesteście takie smutne?" - zapytał. Pociągi opowiedziały mu o swoich poszukiwaniach, a wtedy Wóz Strażacki się uśmiechnął i powiedział: "Chyba wiem gdzie się podziała Wasza Dziewczynka! Dziś rano widziałem jak szła ze swoją mamą do parku. Miały ze sobą koszyk piknikowy". "Hurrraa!" - ucieszyły się kolorowe pociągi i ruszyły przed siebie pogwizdując radośnie. "Ale dlaczego Dziewczynka nie wróciła jeszcze z parku?" - zastanawiał się ogromny Zielony pociąg. "Dziś jest taka ładna pogoda. Na pewno je obiad ze swoją mamą w parku" - odpowiedział mu duży Srebrny. Mały Niebieski pociąg nie słyszał tej rozmowy bo pędził najszybciej jak tylko potrafił, zostawiając przyjaciół w tyle. Ciuch - ciuch - ciuch - ciuch!
Wreszcie pociągi dojechały na miejsce. Zatrzymały się i zaczęły się rozglądać. Tego dnia w świeciło piękne słońce i w parku było bardzo dużo dzieci. Na szczęście tory, po których przyjechały były położone na górce więc miały bardzo dobry widok na całą okolicę. Nagle mały niebieski pociąg zagwizdał: "Uuhuuu!!" I zamrugał światłami. "Jest nasza Dziewczynka!" - zawołały chórem kolorowe pociągi. Na parkowym placu zabaw, w kolorowej sukience w kwiatki bujała się na huśtawce śliczna Mała Dziewczynka. "Moje pociągi!!" - zawołała radośnie kiedy zobaczyła swoich przyjaciół. "Widzisz, mówiłam Ci, że Cię znajdą. Niepotrzebnie się martwiłaś." - powiedziała mama Dziewczynki. "Uuuhuu!!" - zagwizdały wesoło kolorowe pociągi i ruszyły w drogę do domu. Robiło się już późno, a one były bardzo zmęczone po całym dniu poszukiwń. Kiedy Mała Dziewczynka leżała już w swoim łóżeczku pomyślała o swoich przyjaciołach: o Małym niebieskim Pociągu, o dużym srebrnym pociągu i o ogromnym zielonym i wyobraziła sobie jak śpią w swoim domu na dworcu. "Poproszę jutro tatusia, żeby zabrał mnie na dworzec, w odwiedziny do moich pociągów" - pomyślała i zrobiło jej się bardzo miło i szybciutko zasnęła.

Trzy Pociągi
Były sobie raz trzy pociągi. Bardzo malutki Niebieski Pociąg, duży Srebrny Pociąg i Ogromny Zielony pociąg. Trzy kolorowe pociągi bardzo się lubiły i dlatego zawsze podróżowały w tych samych kierunkach. Bardzo lubiły jeździć po całym świecie. Czasem jeździły po Anglii, czasem po Polsce, a czasem po Portugalii ale najbardziej lubiły jeździć do pięknego miasta nad rzeką, które nazywało się Bristol. W tym mieście mieszkała Dziewczynka, która bardzo lubiła pociągi. Codziennie wspinała się po kanapie na parapet, żeby lepiej widzieć przejeżdżające nieopodal wagoniki i lokomotywy. Mały Niebieski pociąg, duży Srebrny pociąg i ogromny Zielony pociąg bardzo lubiły tę Dziewczynkę i zawsze gdy przejeżdżały nieopodal wpatrywały się w okienka jej domu, żeby sprawdzić, czy już na nie czeka. "Uuhuu, Uuuhuu" - wołały kolorowe pociągi na powitanie Dziewczynki, a ona machała im ręką.
Pewnego dnia pociągi na próżno gwizdały przejeżdzając pod oknami Dziewczynki. Tego dnia nie pokazała się w oknie. Pociągi bardzo się zmartwiły, a najbardziej mały Niebieski, który specjalnie nauczył się bardzo głośno gwizdać tego dnia. "Nie martw się" - powiedział dyży Srebrny pociąg. "Znajdziemy naszą Dziewczynkę" - dodał ogromny Zielony. Ciuch - ciuch! Ciuch - ciuch! Pociągi ruszyły w drogę. Jechały bardzo szybko i uważnie się rozglądały. Tory wiły się wokół miasta. Pociągi mijały dźwigi i koparki na placu budowy. "Ciuch - ciuch! Nie widzieliście naszej Małej Dziewczynki?" - pytały. Dźwigi odpowiadały przecząco bo, choć czasem Dziewczynka odwiedzała je ze swoim tatą, to tego dnia jej nie widziały. Pociągi szukały dalej. Przejeżdżały przez tunele i mosty, rozglądały się dookoła ale nigdzie nie było widać Dziewczynki. Pociągi były już bardzo zmęczone tymi poszukiwaniami. Mały pociąg był już głodny i bolały go kółka ale nie chciał wracać do domu bo tęsknił za swoją Dziewczynką. Wtedy koło pociągów zatrzymał się Wóz Strażacki. "Dlaczego jesteście takie smutne?" - zapytał. Pociągi opowiedziały mu o swoich poszukiwaniach, a wtedy Wóz Strażacki się uśmiechnął i powiedział: "Chyba wiem gdzie się podziała Wasza Dziewczynka! Dziś rano widziałem jak szła ze swoją mamą do parku. Miały ze sobą koszyk piknikowy". "Hurrraa!" - ucieszyły się kolorowe pociągi i ruszyły przed siebie pogwizdując radośnie. "Ale dlaczego Dziewczynka nie wróciła jeszcze z parku?" - zastanawiał się ogromny Zielony pociąg. "Dziś jest taka ładna pogoda. Na pewno je obiad ze swoją mamą w parku" - odpowiedział mu duży Srebrny. Mały Niebieski pociąg nie słyszał tej rozmowy bo pędził najszybciej jak tylko potrafił, zostawiając przyjaciół w tyle. Ciuch - ciuch - ciuch - ciuch!
Wreszcie pociągi dojechały na miejsce. Zatrzymały się i zaczęły się rozglądać. Tego dnia w świeciło piękne słońce i w parku było bardzo dużo dzieci. Na szczęście tory, po których przyjechały były położone na górce więc miały bardzo dobry widok na całą okolicę. Nagle mały niebieski pociąg zagwizdał: "Uuhuuu!!" I zamrugał światłami. "Jest nasza Dziewczynka!" - zawołały chórem kolorowe pociągi. Na parkowym placu zabaw, w kolorowej sukience w kwiatki bujała się na huśtawce śliczna Mała Dziewczynka. "Moje pociągi!!" - zawołała radośnie kiedy zobaczyła swoich przyjaciół. "Widzisz, mówiłam Ci, że Cię znajdą. Niepotrzebnie się martwiłaś." - powiedziała mama Dziewczynki. "Uuuhuu!!" - zagwizdały wesoło kolorowe pociągi i ruszyły w drogę do domu. Robiło się już późno, a one były bardzo zmęczone po całym dniu poszukiwń. Kiedy Mała Dziewczynka leżała już w swoim łóżeczku pomyślała o swoich przyjaciołach: o Małym niebieskim Pociągu, o dużym srebrnym pociągu i o ogromnym zielonym i wyobraziła sobie jak śpią w swoim domu na dworcu. "Poproszę jutro tatusia, żeby zabrał mnie na dworzec, w odwiedziny do moich pociągów" - pomyślała i zrobiło jej się bardzo miło i szybciutko zasnęła.
poniedziałek, 1 czerwca 2009
wtorek, 26 maja 2009
czwartek, 21 maja 2009
Prababcia
Wiecie kto to taki Prababcia? To jest wspólna babcia, moja, mamy i taty i jeszcze wielu innych osób, wujków i cioć i moich kuzynów. Tych osób jest tak dużo, że nie mogę zapamiętać ich imion i cały czas pojawia się ktoś nowy. Nasza Prababcia musi mieć bardzo wielkie serce, żeby wszyscy mogli się tam zmieścić. I choć mieszkanie Prababci jest znacznie mniejsze od jej serca to dla wszystkich zawsze jest tam miejsce. Za każdym razem jak jesteśmy w Polsce to jedziemy odwiedzić naszą Prababcię. Ona zawsze na nas czeka i bardzo się cieszy na nasz widok. Prababcia ma najfajniejszy na świecie fotel, który ma specjalne, kolorowe przyciski i można na nim jeździć w górę i w dół. Te przyciski nie działają już najlepiej bo wszystkie dzieci w rodzinie uwielbiają te przejażdżki ale Prababcia jest kochana i zawsze pozwala nam się bawić na swoim fotelu. U Prababci zawsze jest wesoło, są różne smakołyki i ogromne łóżko, po którym można skakać. A ręce Prababci są miękkie i ciepłe i lubię jak mnie głaszczą. Prababcia opowiada dużo ciekawych historii. Mama i tata siedzą wtedy w kuchni i słuchają, a ja biegam w tą i z powrotem i też trochę słucham. W tym roku pokazałam Prababci moje dinozaury i koparkę, a następnym razem opowiem jej wierszyk. Prababcia lubi wierszyki i kocha nas wszystkich, a my kochamy ją. Bo Prababcia, to wielki Skarb.
Moja Babcia Prababcia Antonina.
Moja Babcia Prababcia Antonina. środa, 20 maja 2009
Majówka po polsku
Słodki sen w samolocie. Czyżby odsypianie urodzinowej imprezki??
A lody dobiera się w Polsce pod kolor ubrania :)
Rafaello, Julia i Romeo?
Sielsko i anielsko
Wspólne muzykowanie, czyli strojenie gitary wujka Beriala
Dali się pobawić, to im chociaż trawnik przytnę
I dziadkowi też pomogę na działce

Z dziadkiem się napracowałam, z tatą odpoczywam
Nie traćmy czasu! Czyli przegląd zasobów biblioteczki Mirusia, w nadarzającej się wolnej chwili
Dlaczego wszystko co dobre trwa tylko 2 tygodnie??poniedziałek, 4 maja 2009
Bilans Dwulatka
Imię: Antonina
Wiek: 2 (DWA) lata
Waga: 11 gido (1 gid0 = 1kg, miara wagi stosowana przez Tosieńkę)
Wzrost: przewyższający o dobre kilka centymetrów wszystkich rówieśników, niemożliwy do uchwycenia ze względu na ciągłe przemieszczanie się przedmiotu pomiarów
Rozmiar buta: 6, nagle wszystkie buty są za małe!Wiek: 2 (DWA) lata
Waga: 11 gido (1 gid0 = 1kg, miara wagi stosowana przez Tosieńkę)
Wzrost: przewyższający o dobre kilka centymetrów wszystkich rówieśników, niemożliwy do uchwycenia ze względu na ciągłe przemieszczanie się przedmiotu pomiarów
Kolor oczu: od dwóch lat pozostaje przedmiotem dyskusji, mieszanka szarości, zieleni z przewagą niebieskiego
Kolor włosów: nikt nie odważył się dyskutowac na jego temat, prawdopodobnie niektórzy sądzą, że jest to blond
Znaki szczególne: blizna na czole - bieg do motocykli, blizna przy lewym oku - skoki na kanapie, dołeczek w brodzie - po tatusiu
Zainteresowania: literatura dziecięca, pociągi, autobusy, koparki, dinozaury, wróżki, psy, koty, motyle, wiatraki, klimatyzacje (poziom zainteresowania mierzony jest ilością pisków, ochów i achów oraz innych form wyrażania zachwytu poszczególnymi przedmiotami, oraz ilością czasu poświęcanego na ich omawianie i oglądanie)
Ulubiony kolor: niebieski (na szczęście jeszcze nie różowy ale etap księżniczek jeszcze przed nami)
Ulubiona zabawka: Mały Miś, Koparka, Pociągut, Koty, układanki, układanki, układanki...
Ulubiona książeczka: Harry i dinozaury, Przygody Małego Misia
Ulubione bajki: Reksio, Peppa Pig (z innych ulatnia się zanim akcja na dobre się rozkręci)
Przysmaki: pomidory... długo, długo nic..., kiełbaski, oliwki, winogrono, bułki z dziurką (bajgle)... czekolada
Języki: polski - zaawansowany, angielski - komunikatywnyKolor włosów: nikt nie odważył się dyskutowac na jego temat, prawdopodobnie niektórzy sądzą, że jest to blond
Znaki szczególne: blizna na czole - bieg do motocykli, blizna przy lewym oku - skoki na kanapie, dołeczek w brodzie - po tatusiu
Zainteresowania: literatura dziecięca, pociągi, autobusy, koparki, dinozaury, wróżki, psy, koty, motyle, wiatraki, klimatyzacje (poziom zainteresowania mierzony jest ilością pisków, ochów i achów oraz innych form wyrażania zachwytu poszczególnymi przedmiotami, oraz ilością czasu poświęcanego na ich omawianie i oglądanie)
Ulubiony kolor: niebieski (na szczęście jeszcze nie różowy ale etap księżniczek jeszcze przed nami)
Ulubiona zabawka: Mały Miś, Koparka, Pociągut, Koty, układanki, układanki, układanki...
Ulubiona książeczka: Harry i dinozaury, Przygody Małego Misia
Ulubione bajki: Reksio, Peppa Pig (z innych ulatnia się zanim akcja na dobre się rozkręci)
Przysmaki: pomidory... długo, długo nic..., kiełbaski, oliwki, winogrono, bułki z dziurką (bajgle)... czekolada
Ulubione powiedzonko: To gdzie dzisiaj pójdziemy???
piątek, 17 kwietnia 2009
Pierwszy
Nadeszła wiekopomna chwila. Tosia zjadła swojego pierwszego cukierka. Do tej pory nie wykazywała najmniejszego zainteresowania słodyczami, a wręcz Ptasie Mleczo wzbudzało w niej odrazę swoją konsystencją. Jej niechęć do czekolady budziła naturalne obawy. Czy to możliwe, żeby z dwojga pochłaniaczy czekolady zrodził się czekoladowy abstynent?? W sumie, skoro z dwojga megaśpiochów zrodził się antytalent do zasypiania, to już nic więcej nie powinno nas dziwić. Nastał jednak kres naszych obaw, a to za sprawą księdza Zygmunta. Nie, nie, proszę się nie obawiać, nie odczynialiśmy nad dzieckiem egzorcyzmów, żeby polubiło słodycze. Po prostu w Wielką Sobotę ulubiony ksiądz proboszcz uraczył Tosię cukierkiem. Magia tej chwili polegała na tym, że cukierki były we wszystkich kolorach tęczy, a był ich cały kosz, ulubione niebieskie też. Jeszcze parę miesięcy temu Tosia myślała, że cukierki są do zabawy ale tym razem odkryła, że małe błyszczące kolorowe klejnociki mają jeszcze słodkie wnętrze. Z namaszczeniem godnym świętego miejsca nasze dziecko spałaszowało swojego pierwszego cukierka czekoladowego. Ucztę zakończyło słowami: jeszcze jednego ksiądz da Tosieńce!
Dał, a jakże. Nie ma wyjścia gdyż od pamiętnej Wielkiej Soboty Tosia przekraczając progi polskiego kościoła w Bristolu woła: "A teraz ksiądz da Tosi cukierka. Mamie i tacie opłatek, a dla Tosi cukierka."
Dał, a jakże. Nie ma wyjścia gdyż od pamiętnej Wielkiej Soboty Tosia przekraczając progi polskiego kościoła w Bristolu woła: "A teraz ksiądz da Tosi cukierka. Mamie i tacie opłatek, a dla Tosi cukierka."
W temacie słodyczy nastąpił ogólny przełom. Nasze dziewczątko nie przepuści już żadnej okazji do skosztowania „smakołyków”. Kamień z serca. Wszystko z nią w porządku :)
W końcu to rodzinna pasja
niedziela, 12 kwietnia 2009
Wielkanoc
Subskrybuj:
Posty (Atom)
