środa, 20 maja 2009

Majówka po polsku


Słodki sen w samolocie. Czyżby odsypianie urodzinowej imprezki??

Już w Polsce, a tam jak zwykle, mnóstwo prezentów i niespodzianek. Rower to jest to!

Cały czas pod obstrzałem obiektywów!

I zgłodnieć nie sposób...

A lody dobiera się w Polsce pod kolor ubrania :)
Rafaello, Julia i Romeo?


Sielsko i anielsko

Wspólne muzykowanie, czyli strojenie gitary wujka Beriala

A tu w Tychowie. Jakie tam mają zabawki!

Dali się pobawić, to im chociaż trawnik przytnę

I dziadkowi też pomogę na działce


Z dziadkiem się napracowałam, z tatą odpoczywam

Nie traćmy czasu! Czyli przegląd zasobów biblioteczki Mirusia, w nadarzającej się wolnej chwili

Sielanki ciąg dalszy

Dlaczego wszystko co dobre trwa tylko 2 tygodnie??

poniedziałek, 4 maja 2009

Bilans Dwulatka



Imię: Antonina
Wiek: 2 (DWA) lata
Waga: 11 gido (1 gid0 = 1kg, miara wagi stosowana przez Tosieńkę)
Wzrost: przewyższający o dobre kilka centymetrów wszystkich rówieśników, niemożliwy do uchwycenia ze względu na ciągłe przemieszczanie się przedmiotu pomiarów
Rozmiar buta: 6, nagle wszystkie buty są za małe!
Kolor oczu: od dwóch lat pozostaje przedmiotem dyskusji, mieszanka szarości, zieleni z przewagą niebieskiego
Kolor włosów: nikt nie odważył się dyskutowac na jego temat, prawdopodobnie niektórzy sądzą, że jest to blond
Znaki szczególne: blizna na czole - bieg do motocykli, blizna przy lewym oku - skoki na kanapie, dołeczek w brodzie - po tatusiu
Zainteresowania: literatura dziecięca, pociągi, autobusy, koparki, dinozaury, wróżki, psy, koty, motyle, wiatraki, klimatyzacje (poziom zainteresowania mierzony jest ilością pisków, ochów i achów oraz innych form wyrażania zachwytu poszczególnymi przedmiotami, oraz ilością czasu poświęcanego na ich omawianie i oglądanie)
Ulubiony kolor: niebieski (na szczęście jeszcze nie różowy ale etap księżniczek jeszcze przed nami)
Ulubiona zabawka: Mały Miś, Koparka, Pociągut, Koty, układanki, układanki, układanki...
Ulubiona książeczka: Harry i dinozaury, Przygody Małego Misia
Ulubione bajki: Reksio, Peppa Pig (z innych ulatnia się zanim akcja na dobre się rozkręci)
Przysmaki: pomidory... długo, długo nic..., kiełbaski, oliwki, winogrono, bułki z dziurką (bajgle)... czekolada
Języki: polski - zaawansowany, angielski - komunikatywny
Ulubione powiedzonko: To gdzie dzisiaj pójdziemy???


piątek, 17 kwietnia 2009

Pierwszy

Nadeszła wiekopomna chwila. Tosia zjadła swojego pierwszego cukierka. Do tej pory nie wykazywała najmniejszego zainteresowania słodyczami, a wręcz Ptasie Mleczo wzbudzało w niej odrazę swoją konsystencją. Jej niechęć do czekolady budziła naturalne obawy. Czy to możliwe, żeby z dwojga pochłaniaczy czekolady zrodził się czekoladowy abstynent?? W sumie, skoro z dwojga megaśpiochów zrodził się antytalent do zasypiania, to już nic więcej nie powinno nas dziwić. Nastał jednak kres naszych obaw, a to za sprawą księdza Zygmunta. Nie, nie, proszę się nie obawiać, nie odczynialiśmy nad dzieckiem egzorcyzmów, żeby polubiło słodycze. Po prostu w Wielką Sobotę ulubiony ksiądz proboszcz uraczył Tosię cukierkiem. Magia tej chwili polegała na tym, że cukierki były we wszystkich kolorach tęczy, a był ich cały kosz, ulubione niebieskie też. Jeszcze parę miesięcy temu Tosia myślała, że cukierki są do zabawy ale tym razem odkryła, że małe błyszczące kolorowe klejnociki mają jeszcze słodkie wnętrze. Z namaszczeniem godnym świętego miejsca nasze dziecko spałaszowało swojego pierwszego cukierka czekoladowego. Ucztę zakończyło słowami: jeszcze jednego ksiądz da Tosieńce!
Dał, a jakże. Nie ma wyjścia gdyż od pamiętnej Wielkiej Soboty Tosia przekraczając progi polskiego kościoła w Bristolu woła: "A teraz ksiądz da Tosi cukierka. Mamie i tacie opłatek, a dla Tosi cukierka."

W temacie słodyczy nastąpił ogólny przełom. Nasze dziewczątko nie przepuści już żadnej okazji do skosztowania „smakołyków”. Kamień z serca. Wszystko z nią w porządku :)


Ten pierwszy, zajadany z namaszczeniem


Połykany z uwielbieniem


I z nadzieją na więcej


W końcu to rodzinna pasja


niedziela, 12 kwietnia 2009

Wielkanoc

Mamy nadzieję, że tak jak my spędziliście wspaniałe Święta w doskonałym towarzystwie i w przemiłej atmosferze. Pogoda nam wyjątkowo dopisała i liczymy na to, że ten sielski nastrój będzie nam towarzyszył jak najdłużej.



Wesołych Świąt!!!

wtorek, 31 marca 2009

Niespodzianka

Bardzo lubię niespodzianki! Niespodzianka jest wtedy, jak tata wcześniej wraca z pracy albo jak jedziemy wszyscy razem na wycieczkę i spotykamy kogoś albo coś fajngo. Ja też umiem robić niespodzianki. Czasem na przykład umiem przespać całą noc, do rana. Nie mogę robić tego za często bo to już nie byłaby niespodzianka. Niedawno razem z mamą zrobiłam wielką niespodziankę babci i dziadkowi i Uli i Mirkowi. Nic im wcześniej nie mówiąc wsiadłyśmy do samolotu i poleciałyśmy do Polski. Mówię Wam, jak się wszyscy cieszyli! Na mnie też czekało w Polsce dużo niespodzianek. Padał tam śnieg, a przecież mama mówiła, że już jest wiosna! W dodatku okazało się, że dziadek i babcia lubią zabawki tak samo jak ja bo mają ich równie dużo. Razem z babcią i dziadkiem, ciociami, wujkami, Ulą i Mirkiem bawiliśmy się, chodziliśmy na spacery, raz byłam nawet nad morzem. Nazbierałam tam dla taty dużo kamieni, żeby też miał niespodziankę. Niespodzianki są najlepsze na świecie!











wtorek, 10 marca 2009

Gosia





"Prosiaczek wspiął się na paluszkach i szepnął: - Puchatku! - Co, Prosiaczku? - Nic - rzekł Prosiaczek, biorąc Puchatka za łapkę - chciałem się tylko upewnić, czy jesteś."

A. A. Milne, Kubuś Puchatek


wtorek, 24 lutego 2009

Co powie Tosia? II

Antosia wychodzi zapłakana i obrażona z gabinetu lekarskiego (patykiem w gardle grzebali, dramat!). Mama pyta polubownie, czy powie dowidzenia pani doktor? Antosia na to stanowcze: "NIE! Klawiaturce za to powiem." I zwraca sie z czułością do sprzętu pani doktor: "Pa pa klawiaturko”.



Mama przy stole usiadła na krześle, gdzie zwykle siada tata. Antosia spogląda z dezaprobatą i mowi: "Myślałam, że to taty krzesło".



Tosia prosi tatę o naprawienie zepsutego kółka w ukochanej koparce. Tata tłumaczy, że kółka już nie da się naprawić (105 razy było klejone i raz spawane... ) Tosia do koparki:
- No trudno, tak teraz będziesz wędrować.


Na zakończenie nowa wersja popularnego przeboju dla dzieci o farmerze i jego ... zwierzątkach?
"Stary Donald farmę miał ija ija jo, a na tej farmie Anioła miał ija ija jo... Anioł fru fru tu, fru fru tam, wszędzie fru fru fru fru... " Słowa: Antonina Krzysiek, melodia (a raczej jej brak) też Antonina.







CDN :)

czwartek, 19 lutego 2009

Tłusty Czwartek

Z okazji naszego Święta Narodowego ;) zostało podjęte rodzinne wyzwanie: hurtowy wyrób faworków. Hurtowy okazał się dopiero w trakcie smażenia. No cóż, kilogram mąki powinien wzbudzić jakieś podejrzenia... Ale nie zmarnują się! Wyszły pyszne!
Mąka, 8-10 żółtek, trochę gęstej kwaśnej śmietany, kieliszek spirytusu. Wszystko zagnieść i dobrze wyrobić, tłuc wałkiem by powstały pęcherzyki powietrza. Owinąć w folię schłodzić w zamrażalniku. Potem wałkować na cienkie płaty, wycinać faworki i buch na gorący tłuszcz. Posypywać cukrem pudrem połączonym z cukrem waniliowym* i ... zajadać, zajadać, zajadać :)
Smacznego!!

Pół godziny spędzili w kuchni**, w ogóle się mną nie zajmowali! Sprawdźmy o co tyle zamieszania?

Ostrożności nigdy za wiele!


Hej! Dooobreee!!

Śmiało Misiu! Częstuj się!




* Przepis zawdzięczam internetowej koleżance - Ali
** W rzeczywistości wszystko trwało znacznie dłużej niż
pół godziny ale główna część procesu wytwarzania
faworków miała miejsce podczas gdy Antosia była
pogrążona w słodkim śnie

niedziela, 15 lutego 2009

Jak zdobywano Dziki Zachód?

Prawdopodobnie tak...

Bardzo możliwe, że tak...
I tak też...



Zdobyty!! Yahooo!!

wtorek, 3 lutego 2009

Zima nasza

Wreszcie jest! Wyczekany, wymarzony, wytęskniony... Przez nas nie widziany od paru lat, przez Tosię nigdy w życiu - ŚNIEG! Najpierw zaczęło się niewinnie, ledwie przypruszyło. Rano rozsypałam w kuchni mąkę i Tosia po zerknięciu przez okno zawołała, że na ulice mama też nasypała i wysyłała mnie z miotłą na dwór. Potem się rozkręciło i wątpliwości zostały rozwiane: śnieg, taki jak w książeczce o bałwanku! Nie zasypało nas tak obficie jak resztę kraju więc mieliśmy więcej powodów do radości niż liczenia strat.

Doszło więc do pierwszego, historycznego, rodzinnego spaceru po śniegu! Starszyzna jak zwykle emocjonowała się bardziej niż dziecko. Tosia zachowała zdrowy dystans do sytuacji: białe, zimne, czym tu się ekscytować? Pociąg, ptaszek, piesek! To są dopiero atrakcje!


Trochę zaangażowania udało się wykrzesać z Antosi przy budowaniu bałwana. Jednak do zapału konstruktorskiego tatusia było jej daleko!



W końcu bałwan stanął triumfalnie po środku Victoria Park. Radości przysporzył nie tylko nam. Stał się nielada atrakcją wśród spacerowiczów, którzy ochoczo go fotografowali, a nawet pozowali z nim do zdjęć. Nasze profesjonalne podejście do sprawy bałwana, przejawiające się zakupem marchewki w drodze do parku, również zostało docenione!


Po ciężkiej pracy na mrozie czas na zasłużony posiłek regenerujący: polska kiełbaska :)


Jeszcze tylko przejażdżka sankami i można pożegnać zimę. Całe szczęście, że zdążyliśmy rodzinnie zaliczyć sporty zimowe bo po paru godzinach śnieg był już tylko wspomnieniem. Teraz nasz bałwan pewnie stoi samotnie pośród zielonych traw i chudszy o parę kilo wypatruje wiosny. Jak my!